Jak pokochać bieganie, czyli dlaczego niektórzy nie lubią biegać

Jak pokochać bieganie, czyli dlaczego niektórzy nie lubią biegać

Hasła motywujące do biegania i reklamy sprzętu brzmią zawsze fantastycznie Ale spójrzmy prawdzie w oczy. Nieważne, czy kupisz najlepsze buty do biegania (z poduszkami powietrznymi zamiast podeszw i  wbudowanym turbodoładowaniem), piękny dres i cały elektroniczny sprzęt monitorujący wszystko od rytmu serca, po ilość mrugnięć na sekundę, czy po prostu założysz trampki, stare spodenki z W-Fu i zwykły T-shirt, pierwszy bieg prawie na pewno będzie męczący, irytujący, podnoszący ciśnienie i wycieńczający. Niestety, obejrzenie w telewizji wyczynów Usaina Bolta, to też nie najlepszy pomysł przed pierwszym treningiem.

Jeżeli miałabym dać komuś, kto dopiero zaczyna biegać tylko jedną radę, to brzmiałaby ona: Nie spiesz się! Paradoksalnie, jeżeli chcesz nauczyć się szybko i długo biegać, musisz zacząć powoli.

Zacznij od początku

Skuteczne plany treningowe dla początkujących, wyglądają tak, że przeciętnie sprawny człowiek patrzy na nie i myśli: Co? To ma być bieganie?! Minuta biegu i potem minuta marszu? Nie no przecież dam radę przebiec przynajmniej z 15 minut  No i prawdopodobnie większość w miarę sprawnych ludzi przebiegnie te 15 minut. Tylko że w trakcie dostanie zadyszki, zmęczy się i będzie walczyć z samym sobą, żeby tylko wykonać plan. Albo zwątpi w trakcie i wróci do domu z poczuciem porażki. I to jest chyba najważniejsza lekcja, jaką daje bieganie. Lekcja pokory i cierpliwości.

Jak wytrwać i zrealizować plany biegowe

W bieganiu nie chodzi tylko i wyłącznie o to, ile czasu potrzebujesz, żeby przebiec 5, 10, 20 czy 40 km, ani o to jak długo możesz biec bez zatrzymywania się Dla mnie bieganie, to poznawanie własnych możliwości i słabości, a potem akceptowanie obu i cieszenie się tym, co można osiągnąć, dzięki tej akceptacji:). To dlatego kocham biegać.

Zauważyłam, że są dwa sposoby, żeby nie zrezygnować z marzeń o przebiegnięciu maratonu zaraz po pierwszej przebieżce w okolicznym parku. Albo trzeba być z natury zawziętym, co niestety zdarza się rzadko, albo wystarczy zaakceptować to, że na początku będzie trochę męcząco, i że nie pobijemy od razu wszystkich rekordów szybkości i wytrzymałości. Za to, jeśli damy swojemy ciału troszkę więcej czasu na przyzwyczajenie się do nowej formy wysiłku i zaczniemy od truchtania i marszu, to na pozytywne skutki metody małych kroczków nie będzie trzeba długo czekać. A miłe konsekwencje takiego podejścia odczuje zarówno ciało, jak i umysł.

Zapoznaj się z trasą, a potem pozwól ciału przywyknąć do nowej aktywności

Dlaczego? Coż niektórzy mówią na to kaizen, inni traktują sprawę zupełnie filozoficznie, a kryje się za tym prosta i sprawdzona w codziennym życiu reguła przyzwyczajenia. Każdy chyba wie, ile wysiłku kosztuje człowieka zaczynanie wszystkiego od nowa. Może czasem i dla niektórych sprawdza się metoda wskoczenia na głęboką wodę, ale wymaga ona dużego uporu i jest po prostu męcząca. Jeżeli natomiast pierwszy raz zamiast pójść biegać, przespacerujemy wybraną trasę biegową, to dla naszego ciała i przede wszystkim mózgu, taki wypad nie będzie dużym obciążeniem, a pewnie nawet sprawi nam przyjemność. Zrobimy tak jeszcze kilka razy i gwarantuję, że gdy już postanowimy ruszyć szybszym tempem, to przemierzanie znajomej trasy przyjdzie nam o wiele łatwiej, a w najgorszym wypadku będziemy mieć chociaż o jeden stresujący i nowy element mniej. Podobnie rzecz się ma z planem treningowym, który zakłada krótkie kilkuminutowe odcinki biegu przeplatane truchtem lub marszem. Przyzwyczajenie to w końcu druga natura człowieka.